technology-2125547_1920-1200x675

Ewolucja w branży reklamowej

Wraz z biegiem lat zaczynamy żyć coraz szybciej. Wyznaczany, poprzez rozwój technologii, sposób, w jaki funkcjonujemy, wymusza na nas coraz więcej szybkich gestów czy reakcji. Osiem godzin spędzone, nierzadko z bólem, w pracy definiuje nas w jakiś sposób i dopiero chwile wolne od biura pozwalają nam na sen czy samorealizację. Życie w takim środowisku nie należy do najłatwiejszych.

Czas gna dziś nazbyt szybko, aby móc przyswoić wszystkie informacje, jakimi raczą nas portale i serwisy. Nowe media społecznościowe, których jesteśmy już nieodłączną częścią, pokazują nam całkiem inne, niż dotychczas sposoby przekazu informacji. Słowo pisane nie jest już tak popularne, jak było dawniej. Gazety i czasopisma powoli stają się jedynie ciekawostką i echem przeszłości – dlatego też i reklama przechodzi metamorfozę.

Nowy format to nowe pomysły

Człowiek od zawsze szuka rozwiązań swoich problemów i od zawsze dąży do wykreowania sobie dogodnych warunków do egzystencji. Bez znaczenia, czy potrzeba mu nowego ubrania, samochodu, czy kanapki. Reklama to świetny sposób na podpowiedzenie rozwiązania, którego klient oczekuje nie wiedząc jeszcze, że tak właśnie jest.

Współczesne środki przekazu to błogosławieństwo. Żadna reklama, przeznaczona dla wyłącznie jednego z naszych zmysłów, nie podziała tak dobrze, jak ta, która zadziała na kilka jednocześnie. Dlatego też przez długi czas uważano, że reklama telewizyjna jest najlepszym rozwiązaniem i przysłowiowym złotym środkiem. Zgodnie z badaniami wideo przyswajane jest jakieś 60 000 razy lepiej od tekstu pisanego.

Wiele w tym prawdy: tym sposobem przykuć można uwagę znacznie lepiej, niż zrobi to ulotka, bilbord, czy radio. Ruch zajmuje ludzki umysł znacznie skuteczniej, ponieważ prędzej i bez angażowania dużej ilości naszych neuronów, przekazuje informację. Od kiedy zasadniczo każdy z nas ma przy sobie portal do wymiaru rozrywki i kreowanego reklamami świata, sytuacja całkowicie uległa zmianie. Dostęp do klienta jest znacznie lepszy; sprawienie jednak, aby to właśnie naszą zawartość chciał oglądać, to osobna kwestia.

„Jak w tym chaosie dotrzeć do klienta skutecznie”? To niezmiernie często powtarzające się pytanie. Problem przeciążenia sensorycznego, wynikły z ogromnej ilości informacji, to podstawowe zagadnienie tworzenia w dzisiejszych czasach dobrej reklamy. Zdajemy się prawie tonąć w ogromnej kipieli informacji z reklam poprzedzających filmy na YouTube, pop-upami i innymi formami zwracania naszej uwagi. Popularność animacji w latach 2010 -20011 wzrosła aż o 35%.

Jednak jak zachęcić do siebie odbiorcę? Czy jest na to skuteczne rozwiązanie? Oczywiście, że taki sposób istnieje.

hands-1167622_1920-1024x586

Prostota i przejrzystość

Explainer wideo to krótka forma wyjaśniająca działanie produktu lub usługi. Stawia się w nim na zwięzłą formę i przekazywanie konkretnych, najbardziej potrzebnych informacji. Klipy wideo tego typu posiadają przyjazną biznesowemu światu stylistykę, często są też animacjami.

Podstawą sukcesu tych reklam są forma i treść. Wideo tego typu powinny być dla widza atrakcyjne wizualnie i zgodnie z zasadą KISS (keep it simple, stupid), pokazywać powinny opisywany temat wyraźnie i zwięźle.

Niezwykle często stosuje się tu grafikę dwuwymiarową i trójwymiarową o neutralnej, komiksowej estetyce. Ma być czytelnie i zwięźle, ale też oryginalnie – klient ma przecież zapamiętać reklamę. Często stosuje się głos lektora tłumaczącego zagadnienie, będące treścią filmu, ale zdarzają się także wideo wyłącznie z akompaniamentem neutralnej i tworzącej odpowiedni nastrój muzyki.

Nic nie działa tak skutecznie na wyobraźnię czy pamięć, jak format rezonujący z wieloma zmysłami jednocześnie. W miejsce przydługich instrukcji, stron z FAQ, czy nazbyt wielu wiadomości, wymienionych z klientami, można przecież ukazać wszystko, krok po kroku, w estetycznie wykonanej formie.

W epoce YouTube, mediów społecznościowych i serwisów przesyconych treścią – barwna reklama, instrukcja czy ogłoszenie społeczne, zwracające uwagę stylem i poprawnie dobraną narracją, może zdziałać przysłowiowe cuda. Ludzie dorośli w tej kwestii nie różnią się od dzieci i zawsze lgną bardziej do tego, co zwraca ich uwagę i nie wymaga dużego skupienia. Na tym polu video zawsze wygra z tekstem.

shaking-hands-3091906_1920-1200x675

Spółki

Współpraca i jej wymogi

U podstaw realizacji biznesu prawie zawsze jest osoba. To wręcz nieistotne, czy mowa o tym rodzaju działalności, który zakłada samodzielne kreowanie, czy też o grupie ludzi spowinowaconych literą prawa. To właśnie tu zresztą pojawia się pojęcie „osoby prawnej”, które – pomimo niezbyt intuicyjnych, dla przeciętnego zjadacza chleba, formy językowej stanowi podstawę zrozumienia formalnej strony rzeczywistości korelacji biznesu i tego, jak funkcjonują firmy.

Pierwsze emanacje kodeksów handlowych powstawały już w czasach, gdy w dolinie Eufratu i Tygrysu tworzono kodeks Hammurabiego. Od samego początku już dbano o trwałość biznesu (więcej na ten temat w artykule poświęconym klubom biznesowym). Obecne ujęcie praw handlowych ma swe źródła w unowocześnionych zrębach prawa rzymskiego. Nastąpienie rewolucji przemysłowej doprowadziło na początku wieku dziewiętnastego do powstania najpierw Code de Commerce, gdzie uregulowano działanie spółek osób prywatnych. Znaczna część dalszych przepisów i sposobów tworzenia prawa handlowego oparta jest też na Handelgestezbuch z 1987. Dzisiejsze prawo handlowe w znacznej mierze oparte jest właśnie na powyższych, wzbogacone jest też jednak o modernizacje zapisów wynikające bezpośrednio – tak, jak i w przypadku nadmienionej Rewolucji przemysłowej – zasad i warunków, w jakich dojrzewa środowisko handlowe.

Jeżeli uważasz, że wejście we współpracę jest dla Ciebie odpowiednie, należy zastanowić się, na jakim jej rodzaju najbardziej ci zależy. Wejście w spółkę nie jest tak proste, jak by mogło się to wydawać.

Samo słowo już nie mówi nazbyt wiele; w Polsce wyróżnia się kilka głównych rodzajów spółek i każdy z nich jest wbrew pozorom diametralnie inny – dokładnie tak, jak różne są od siebie osoby. Każdy rodzaj służy także innym celom.

Rodzaje spółek

Jak już wspomniano powyżej, istnieje kilka rodzajów spółek. Podział zależy głównie od tego, jaka odpowiedzialność spada na jej uczestników. Podstawowym podziałem jest odróżnienie spółki cywilnej od handlowej: w przypadku tej pierwszej nie ma pojęcia osoby prawnej i każdy z uczestników spółki odpowiada samodzielnie przed państwem – czyli samodzielnie odprowadza podatek VAT (oraz inne, po doliczeniu odpowiednich kwot do samodzielnego zeznania podatkowego).

Z punktu widzenia biznesowego, ważny jest jednak przede wszystkim ten drugi rodzaj spółek, czyli spółki handlowe. Te dzielić się mogą na dwie podstawowe grupy: spółki osobowe oraz spółki kapitałowe.

work-5382501_1920-768x462

Te pierwsze opierają się na więzi osobistej pomiędzy wspólnikami – czyli bezpośredniej znajomości, której efektem jest powstanie przedsiębiorstwa. Ten rodzaj spółek podzielić możemy na:

  • Spółkę jawną, czyli najprostszą z form w opisywanym temacie. Najistotniejszy w tym przypadku jest fakt bezpośredniej odpowiedzialności całym dobytkiem jej uczestników dokładnie w taki sam sposób, jak ma to miejsce w przypadku nadmienionej spółki cywilnej.
  • Spółkę partnerską, czyli ten jej rodzaj, w który wejść może osoba fizyczna wykonująca wolny zawód określony na liście odpowiedniego kodeksu. Dodatkowo:  solidarny, subsydiarny oraz nieograniczony. Co istotne – jest zależna od rodzaju zobowiązania.
  • Spółkę komandytową, w której odpowiedzialność może być różna i zależeć od charakteru uczestnictwa w niej. Do tego rodzaju spółki mogą wchodzić zarówno podmioty fizyczne, jak i prawne.
  • Spółkę akcyjną, czyli będąca osobą prawną forma mogąca prowadzić emisję własnych akcji. Wymaga to oczywiście znacznie wyższego kapitału, niż w przypadku większości innych spółek. Akcjonariusze ponoszą wyłącznie ryzyko gospodarcze.

  • Spółkę komandytowo – akcyjną będącą połączeniem dwóch ostatnich. 

Są to – oczywiście – uproszczone schematy mające pokazać podział i nakreślić różnice pomiędzy jej rodzajami. Każda z powyższych jest materiałem na co najmniej kilka szczegółowych artykułów opartych silnie na terminologii prawnej.

Ciężki wybór

Zakładanie spółki nie jest łatwą sprawą; to, w jakim jej rodzaju chcesz uczestniczyć uzależnione musi być od potrzeb, kapitału i konkretnej branży. Jedno jest pewne: nie ma sensu inwestowanie w ten jej rodzaj, który może nam zaszkodzić. W dzisiejszych, dość niepewnych czasach zwłaszcza należy być przede wszystkim ostrożnym i nie wierzyć w przysłowiowe złote góry.

klub-1200x675

Klub biznesu

Ta sama idea, różne emanacje

Forma biznesu, jaką znamy nie pojawiła się sama z siebie. Setki lat praktyki wielu branży doprowadziły do wykrystalizowania się tysięcy zasad i zależności mających na celu ułatwienie egzystencji. Współczesność to jedynie przypis do tych dekad eksperymentów badających taktyki mające tworzyć rozwój nie tylko handlu czy rzemieślnictwa, ale i kultury jako takiej. Gildie od zawsze jednoczyły specjalistów określonych branży. Zasadniczo już od zamierzchłych – pradawnych wręcz – czasów ludzie stowarzyszali się, by dbać o swe bezpieczeństwo i prawidłowe funkcjonowanie swoich biznesów, przedsięwzięć czy podróży. Chciano chronić się przed atakami rzezimieszków na szlaku, ale i dbać o jakość rękodzieła lub konstrukcji oraz – ze względu na pomoc przy dosłownym tworzeniu życia wewnątrz miejskich murów – o wpływy polityczne (co w kontekście feudalizmu nie miało koniecznie pejoratywnego wydźwięku).

Dziś idea tworzenia środowiska mającego sprzyjać rozwojowi biznesu przetrwała rozbijając się na cechy troszczące się głównie o rzemieślników, związki zawodowe troszczące się o prawa oraz… kluby biznesu. To tym ostatnim właśnie przyjrzymy się dziś, ponieważ zdają się najbardziej intrygującym i wolnym zjawiskiem.

Dlaczego? Czytaj dalej!

W dobie rewolucji

Współczesność nie ma już tak wiele wspólnego z modelem handlu, jaki istniał kiedyś. Im więcej środków komunikacji, tym łatwiej się porozumieć, ale i tym większa konkurencja. Rewolucja nastąpiła jednak dopiero w czasach wcielenia Internetu w nasze codzienne, przeciętne wręcz, życie. Ile z nas pamięta czasy bez noszenia w kieszeni okna do całego świata? No właśnie. Wcześniej wyjście do sklepu lub realizacja czegoś wymagała większej ilości planowania i przemieszczania się.

Dziś, aby dokonać zakupu wystarczy wpisać odpowiednią stronę w oknie przeglądarki, a biznesowe inwestycje to kwestia wykonania kilku połączeń i wymiany maili. Mimo wszystko jednak – nic nie zastąpi kontaktu międzyludzkiego i jednoczenia się bliskich sobie ideowo organizmów handlowych czy usługowych. Zaskakująco duża ilość produktów (a co za tym idzie i firm je sprzedających) powstała przez przypadek lub odnosiła nieduży sukces ze względu na niewłaściwy marketing. Konferencje i spotkania biznesowe tworzyć mają przede wszystkim odpowiednie środowisko do zawierania przyjaźni czy współpracy. To właśnie rozmowy w kuluarach lub czysto przypadkowe spotkania powodują powstanie firm czy projektów.

To jednak nie wszystko.

Ekskluzywność na wyciągnięcie dłoni

Czym jest klub biznesu? Jest to przede wszystkim platforma mająca umożliwiać sprawną wymianę danych biznesowych. Jest to ten typ organizacji, w którym można zaprezentować swoje działania tak, by umocnić swoją pozycję w świecie biznesu. Większa ilość partnerów zawsze oznacza zysk i rozwój oraz większą ilość pomocnych dłoni w chwilach ewentualnego kryzysu. Podobieństwo do cechu w tej kwestii nie jest przypadkowe – to po prostu inne ujęcie tej samej techniki rozwojowej.

To, co jednak odróżnia powyższe od klubu biznesowego jest założenie, że uczestnikami spotkań klubu nie mogą być osoby przynależące do tej samej branży. Nie ma przecież nic gorszego od niezdrowej konkurencji i spoglądania na siebie z zawiścią. Tu chodzi przede wszystkim o ujawnienie przydatnym nam algorytmów istnienia świata handlu, nie zaś ślepe kopiowanie technik od współzawodników branży lub otwarte korzystanie z ich potknięć.

Inną istotną cechą takiej platformy jest rodzaj firm, do jakiego są one adresowane. Mały i średni sektor jest tutaj najistotniejszy. Dzięki wzajemnej wymianie pomysłów przetrwać można nierówną walkę z gigantami branży i nierzadko cieszyć się popularnością. Istotne jest to zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy właścicielami biznesu adresowanego do pasjonatów.

Niektóre kluby wymagają odpowiednio długiej historii na rynku, jednak nie jest to zawsze regułą. Czasem organizowane są półotwarte spotkania dla tych, którzy dopiero chcą zakładać biznes i poszukują inspiracji lub porady.

Kluby biznesowe organizowane są w większości dużych miast: Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu i wielu, wielu innych. Wystarczy tylko poszukać…lub zapytać partnera biznesowego.

Opisywane kluby mają na celu właśnie zacieśnienie relacji pomiędzy ludźmi. Dzięki temu właśnie biznes może ewoluować, jak niegdyś (jednak znacznie szybciej). To właśnie przecież rozwój biznesu jest najistotniejszy, prawda?

nowy-saveup

Wirtualne biuro

Przed epidemią, czyli w niebie pracy korporacyjnej

Praca zdalna to dla niektórych strefa komfortu, a dla innych – do niedawna jeszcze – wielka niewiadoma. Zwłaszcza tym, którzy przyzwyczajeni są do korporacyjnego nastroju wspomniane pojęcie wydawało się abstrakcją i ciekawostką, do partycypacji w której – często ku ich rozpaczy – zmusza nas obecna sytuacja wirusologiczna na świecie. Niestety, złość nic nie da – należy pogodzić się z faktem przejścia na model pracy zdalnej.

Czy jednak jest to aż takie złe, jak się to przedstawia?

Zanim ludzkość zaczęła toczyć nowa odmiana wirusa SARS, większość pracodawców pozwalała na pracę zdalną, jednak i nie odbierała jej z entuzjazmem. Wiele blogów firmowych z jednej strony chwali możliwość partycypacji zdalnej i podkreśla własną wyrozumiałość wobec pracowników, z drugiej grzmi jednak na zgubny jej wpływ względem zespołowych przedsięwzięć oraz życia społecznego, podkreślając przy tym, jak ważne jest uczestniczenie w całości tego modelu życia. Pomiędzy ładnymi formułami, podpowiedzianymi przez dział PR, w każdym z wpisów kryje się tu często jakaś forma korporacyjnego lęku – nie tylko o samą realizację zadań, ale i o to, czy związany z taką pracą styl życia nie jest zagrożony.

Czy jednak jest to tak wielki problem, jak przedstawiają to niektórzy? W tym wpisie postaram się Cię przekonać, że jest to coś wspaniałego.

Cyfrowe środowisko

Zdalne biuro to do pewnego stopnia przede wszystkim forma imitacji prawdziwego jego odpowiednika. Różne platformy kreują to względnie podobnie i w oparciu na realizacji zadań. To właśnie zdaje się być esencją home office. Dodatkowo mogą istnieć elementy gamifikacji – czyli statystyki informujące o tym, jaka jest nasza wydajność i czas kończenia projektów. Serwisy takie, jak Asana czy Bitrix24 mogą utworzyć harmonogram zadań i nie różni się to prawie wcale od pracy w biurze. Sococo i Remo są jeszcze ciekawszymi zjawiskami, gdyż za ich pomocą można zwizualizować całe biuro i w przypadku drugiego z nadmienionych możliwe jest połączenie serwisu z Google Docs czy innymi użytecznymi programami. Intrygujące jest posiadanie własnego pokoju, nawet, jeśli jest się tylko kolorową kulką, a owe biuro to zbitek pikseli. Najistotniejsze jest stworzenie wrażenia, że proces funkcjonuje na podobnych zasadach, co w zwykłym biurze.

Zrzut-ekranu-2020-12-16-o-11.04.18-768x637

Czas solistów i solistek

To jednak nie wszystko, ponieważ cała praca odbywa się w Twoim domu. Właśnie to jest dla wielu największym problemem, ponieważ brak poczucia kontroli niektórych wyraźnie rozleniwia. Warto mieć na uwadze to, że ten typ pracy wymaga znacznie większych zasobów dyscypliny i samokontroli. Zarówno nasz własny dom i komfort pracy w piżamie czy szlafroku może zdawać się dopingującym elementem, jednak dla części osób będzie on jedynie powodem braku motywacji. Tego właśnie obawiają się pracodawcy – dezintegracji stylu pracy i efektów tego na jej wyniki. Niestety, nie każdy pracownik potrafi się sam odpowiednio zdyscyplinować – większość z nas nie ma jednak w dzisiejszych czasach wyboru.

Pełnosprawni w pracy

Ważnym jest też, że owe cyfrowe biura to kapitalny sposób na wyrównanie szans pomiędzy osobami niepełnosprawnymi, a pełnosprawnymi, i dowodem na to, że można zwyczajnie zaufać pracownikowi mniej sprawnemu i pozwolić mu działać w milszym mu środowisku. Niestety nie każdy pracodawca respektuje niepełnosprawność w należyty sposób. Znaczna większość korporacji niestety oferuje skrócony dzień pracy jedynie tym, którzy przynależą do trzeciej grupy inwalidzkiej ignorując bardzo często osobisty charakter niepełnosprawności. Praca zdalna w wirtualnym biurze pomaga setkom osób, których ciała lub duch nie miały szczęścia być całkowicie zdrowe. Dzięki temu wzrasta pewność siebie takich jednostek i spada poziom ostracyzmu. Liczą się przecież wyniki pracy, a nie jej estetyka i lifestyle, prawda?

Tak, czy nie?

Czy wirtualne biuro to raj na ziemi? Wszystko zależy tu od tego, jak szybko chcemy stać się odpowiedzialni za własne działania i jak bardzo chcemy być samodzielni. Home office to przede wszystkim poczucie satysfakcji z własnej pracy. Niezwykle łatwe jest funkcjonowanie w środowisku sprzyjającym motywacji, ale zmotywowanie się samemu to całkiem oddzielna rzecz i sukces nie tylko na polu pracy, ale i osobistego rozwoju. Praca zdalna to przede wszystkim wyzwanie, którego trzeba się w dzisiejszych czasach podjąć.

Esencjonalnym pytaniem jest tu, czy bardziej zależy nam na efekcie pracy, czy na samym sposobie spędzania czasu, jakim jest praca. Czy naprawdę istotnym jest dla nas to, że wypełniamy zadania w eleganckich spodniach, a nie w piżamie? Czy naprawdę bardziej zależy nam na pracy w wymuszonym skupieniu wewnątrz swojego biurowego boksu zamiast na świadomym, mentalnym odizolowaniu się od miejsca, w którym później toczyć się będzie reszta naszego codziennego życia? To, jak podnieść produktywność podczas pracy z domu jest materiałem na oddzielny wpis, jednak pamiętać tu należy cały czas o jednym, kluczowym pytaniu: na czym tak naprawdę zależy nam najmocniej, gdy pracujemy?

idea-3310390_960_720-960x675

Platon kontra biznes

Idea to prastary – dosłownie starożytny – koncept. Platon konstruując pojęcie idei opierał się na założeniu, że istnieje forma idealna wszystkich rzeczy, a rzeczywistość to tylko odbicie tego świata. Dostęp bezpośredni do idei nie jest i nie będzie nigdy nam dany, jednak zbliżanie się do niego pod formą prób odzwierciedlenia mentalnego obrazu jest dla nas jak  najbardziej osiągalne.

Można w tym momencie zadać dosyć uzasadnione pytania: Co jednak ma to wspólnego z prowadzeniem biznesu lub marketingiem w ogóle? Co filozofia i jakiś mędrzec martwy od tysięcy lat ma ze mną wspólnego?

Odpowiedź na powyższe jest wbrew pozorom banalnie prosta: na początku każdego biznesu jest próba jak najlepszego odwzorowania pomysłu, który rodzi się w głowach. Dobrze zrealizowany model biznesowy to przede wszystkim trzymanie się założeń. Na początku zawsze jest idea, czyli pomysł na usługę lub produkt.  Jego spełnienie jest właśnie odnoszeniem się do idei. Od Platona w tym sensie nie ma ucieczki.

Jej realizacja to przede wszystkim przeniesienie do świata rzeczywistego pomysłu na ułatwienie części społeczeństwa życia. Zgodnie z tym, co pisał w swoim „The Lean Startup” Eric Ries startup jest przedsięwzięciem stworzonym celem kreacji nowego produktu w ryzykownych i niepewnych warunkach. Ergo: startup to ukierunkowana na jeden cel inicjatywa realizacji biznesowej idei w warunkach wysokiego ryzyka porażki. Zazwyczaj jest ona tworzona przez ludzi z dużym obyciem w branży, ludzi chcących podołać ukutemu przez siebie wyzwaniu. Czy zatem można nazwać każdą młodą firmę startupem?

Niestety nie – definicja ta nie jest aż tak prosta. Startup to przede wszystkim forma sportu wyczynowego; ryzyko porażki jest w tym przypadku wysokie, a inwestycja jako taka często może nie zakończyć się sukcesem. To właśnie owo ryzyko jest cechą charakterystyczną i całej realizacji idei jest bliżej raczej do eksperymentu biznesowego, niż do pewnej inwestycji w dobrze zbadany obszar.

Anielska interwencja

Niestety świat biznesu jest na tyle dziwnym i wrogim miejscem, że realizacja pomysłów, bez odgórnego wsparcia finansowego, jest zasadniczo niemożliwa (może i jest to bardzo szorstkie ujęcie sprawy, jednak – niestety realne). Jak zatem inicjatywa taka, jak startup utrzymuje się na rynku i skąd bierze kapitał?

google-on-your-smartphone-1796337_960_720-768x512

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur aTo prostsze, niż mogłoby się zdawać: za wsparcie finansowe zazwyczaj odpowiadają…anioły – i to nie byle jakie! Aniołami biznesu nazywa się bowiem doświadczonych uczestników branży chcących podjąć ryzyko inwestycji w niepewny rodzaj działalności i inwestujących prywatny kapitał oraz własne doświadczenie w całe przedsięwzięcie. W zamian za wsparcie otrzymują szeroko pojętą część zysku – procent akcji lub udziałów. Dobrym przykładem na taki sposób finansowania mogą być na przykład Amazon, Google, Apple czy Dell. Jest to niezwykle atrakcyjny model – wystarczy przecież zaintrygować jedną osobę, zamiast całego zarządu. dipiscing elit. Duis sed cursus sapien, vitae fringilla sem. Duis convallis vel nunc at laoreet.

Drugim z kolei sposobem bezpieczeństwa jest crowdfunding, czyli pozyskiwanie funduszy w ramach finansowania społecznościowego – w tym przypadku osoby zainteresowane otrzymują korzyści płynące z realizacji idei dokonywanych przez zespół startupu. Ten rodzaj finansowania w dzisiejszym świecie jest szeroko znany: każda z inicjatyw związana z serwisami takimi, jak Patreon, GoFundMe czy Patronite jest właśnie formą startupu – zwłaszcza, gdy idea jest nowoczesna lub bardzo eksperymentalna (wystarczy tylko rzucić okiem na niektóre pomysły ze wspomnianego GoFundMe). Każda gra wideo, każdy amatorski (nie wspierany przez studio) film opłacany z kieszeni „patronów” jest w pewnym sensie właśnie takim rodzajem przedsięwzięcia, podobnie zresztą, jak i kanał na YouTube.

Finansowe wsparcie to uziemienie pomysłu w rzeczywistości biurokratycznego środowiska korporacji i biznesu. Marzenia – nawet i te z pozoru niedorzeczne – muszą być logicznie uwarunkowane i mieć swoje odbicie w logice środowiska, wewnątrz którego funkcjonują.

Nutka hazardu nie zawsze wróży klęskę

Wiemy już, czym jest i w jaki sposób jest finansowany startup. Należy w tym momencie zadać pytanie o to, w jaki sposób tego typu przedsięwzięcie funkcjonuje?

Nadmieniony już wcześniej Eric Ries wskazuje na to, że każdy ze startupów wyklucza możliwość przeprowadzenia na przykład reakcji popytowej czy możliwości odwzorowania względem innego rodzaju biznesu tego typu. Można prowadzić symulacje lub dowodzenia na bazie trendów, jednak z reguły są to po prostu eksperymenty z konwencjami – eksperymenty często karkołomne z punktu widzenia twardych zasad biznesu.

Czasami bywa tak, że nasze najlepsze intencje po konfrontacji z rzeczywistością ulegają zmianie. W żadnym rzeczywistym modelu nie istnieje bezproblemowa realizacja modelu biznesowego – zawsze dojdzie do jakiegoś przeniesienia definicji czy weryfikacji poprzez zderzenie z rzeczywistością. Taka weryfikacja doprowadza do dalszego rozwoju lub zakończenia startupu. Warto pamiętać, że inicjatywa tego typu z reguły ma krótkotrwały czas przebiegu, jednak nie musi być przerywana, jeżeli wydaje się być obiecującym zjawiskiem. Startup to forma eksperymentu biznesowego doświadczonych uczestników środowiska lub grupy zapaleńców – a ufundowane przede wszystkim w intuicji i symulacji procesy czasami nie okazują się sukcesami. Nie zawsze jednak chodzi o to, aby odnieść krótkotrwałe zwycięstwo: bardzo często ważniejsze okazuje się tutaj zdobycie doświadczenia, które pomóc może uczestnikom startupu albo w zastosowaniu go podczas kreacji kolejnych startupów albo przy innego rodzaju przedsięwzięciach z różnych gałęzi biznesowych. Wzięcie udziału w tworzeniu startupu to zasadniczo zawsze zysk pewnego rodzaju. Brzmi to intrygująco, nieprawdaż?

Czy warto?

Zaskakująco duża ilość znanych firm rozpoczynała swe życie jako startupy. Należałoby w tym momencie rozpocząć podawanie przykładów będących współcześnie wielkimi korporacjami świata biznesowego znanych tylko profesjonalistom, jednak ciekawszym zdaje się sięgnięcie po przykłady odnoszące się do porzekadła o bliższej ciału koszuli.

Gdy dziewiętnastoletni wówczas Mark Zuckerberg eksperymentował z ideą portalu społecznościowego mającego poprawić komunikację pomiędzy studentami Uniwersytetu Harwardzkiego nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo globalną inicjatywą okaże się Facebook. Będące współcześnie jej elementami Instagram i WhatsApp także zaczynały swe życie jako inicjatywy tego samego rodzaju. Inne media społecznościowe takie, jak na przykład Twitter czy Snapchat również zaliczyć trzeba do tego samego rodzaju przedsięwzięć. Nawet i sam – współcześnie ceniony w świecie korporacyjnym – LinkedIn także był na początku startupem mającym zrzeszać ludzi biznesu.

editorial-3026202_960_720-768x512

Nie znaczy to jednak, że każdy startup tego kalibru okazał się sukcesem; wykupiony w 2019 przez korporację Ford Chariot, inicjatywa podobna w pewnym stopniu do Ubera (też będącego startupem!) została zamknięta bardzo szybko po tym, gdy nadmieniony Ford zyskał nad inicjatywą władzę z powodu „nieadekwatnego biznesowego modelu”. Nieudana, pełna błędów wewnętrznych konsola OUIA i niedorzeczne w kwestii modelu biznesowego Juicero także okazały się kolejno fiaskiem i katastrofą.

Podstawą w przypadku sukcesu startupu jest idea dobrze odzwierciedlająca potrzeby grupy docelowej biorąca pod uwagę warunki i tyle czarnych scenariuszy, ile to tylko możliwe – aby być w stanie zrealizować dobry model rozwoju firmy.

Startup to dowód na to, że nie zawsze za biznes odpowiedzialny jest zarząd siedzący gdzieś na najwyższych piętrach siedziby firmy o wieloletnim stażu. 

office-620822_1920-1200x675

Praca zdalna, home office i praca stacjonarna – podobieństwa i różnice

Home Office to z angielskiego Biuro Krajowe, co oznacza departament rządu Wielkiej Brytanii odpowiadający naszemu ministerstwu spraw wewnętrznych. Do 2007 roku Home Office pełniło również obowiązki naszego ministerstwa sprawiedliwości.

W języku potocznym home office/small office kojarzony jest z pracą w domu. To nic innego jak małe przedsiębiorstwo prowadzące niewielkie, zwykle przydomowe biuro administracyjno-księgowe. Tego typu zajęcie rozpowszechniło się najpierw USA i Europie Zachodniej w latach 80. XX wieku, gdy komputery były dostępne dla każdego, także ze względu na cenę i wielkość. Zwykle takie biura prowadzą przedstawiciele wolnych zawodów, np. informatycy, projektanci stron internetowych, graficy komputerowi, architekci, niezależni księgowi, doradcy podatkowi, tłumacze, lekarze prowadzący prywatną praktykę, redaktorzy czasopism i wydawnictw.

Nieco inaczej tłumaczy się termin praca zdalna (telepraca). Jest to forma organizacji pracy polegająca na świadczeniu pracy poza jednostką organizacyjną pracodawcy za pomocą środków komunikacji elektronicznej. W obiegowej opinii jest to przede wszystkim osoba gromadząca dane lub konsultant telefoniczny, która świadczy usługi pracodawcy z zewnątrz. Ma z nim podpisaną umowę o pracę i pracodawca rozlicza czas i wykonanie zadania przez pracownika. Może on, jeśli została podpisana taka zgoda, monitorować również miejsce pracy.

W praktyce wygląda to tak, że pracę zdalną od home office różni jedynie sposób umowy o pracę. Każdy home office może być wykonywany przy pomocy środków komunikacji elektronicznej (tak postępują obecnie lekarze), ale nie każda praca zdalna jest home office, choć potocznie uważa się te dwa określenia za synonimy.

Trochę inaczej ma się sprawa z pracą stacjonarną, która też często jest pracą biurową i wykonywana jest przy pomocy środków elektronicznych, czyli komputera i telefonu. Różni się ona nie tylko tym od pracy zdalnej czy home office, że mieści się w innym niż nas domu, czyli musimy do niej dojść lub dojechać. Nawet pracując przy komputerze, zatrudniony ma zapewnioną opiekę przełożonego i w razie wątpliwości otrzyma pomoc. Pracownik jest też dokładniej sprawdzany, bo szef w każdej chwili może wejść do pokoju, posłuchać, o czym rozmawia się w firmowej kuchni, zlecić załatwienie spraw „na mieście”. Praca stacjonarna to też możliwość pracy grupowej i podział odpowiedzialności na kilka osób, gdy coś nie wyjdzie lub gdy uda załatwić się jakąś szczególnie trudną sprawę. Wówczas chwała przypadnie całej grupie. Nawet tym, którzy na to nie zasłużyli.

W pracy zdalnej natomiast jest to niemożliwe. Odpowiadamy za całość wykonanej pracy i jesteśmy rozliczani przede wszystkim z zadań. Ważniejsza od godzin pracy staje się efektywność. Praca zdalna bowiem jest pracą akordową, czego często się nie akcentuje. Wymaga samodzielności, zdyscyplinowania, kreatywności, dobrej organizacji pracy. Nie możemy, pracując w domu, lekceważyć pracy innych, odkładać zadań na później, bo nasi zdalni współpracownicy też chcą wykonać swoją pracę w terminie. W biurze kolega, a nawet szef, gdy coś zawaliliśmy, pomaga. W domu jesteśmy zdani na siebie i od nas samych zależy nie tylko termin, ale jakość wykonania zadania. Praca zdalna jest więc z tego punktu widzenia dużo bardziej samodzielna i odpowiedzialna. Tu nie mamy kolegi przy biurku obok, który nasze błędy skoryguje. My ponosimy całkowitą odpowiedzialność za to, co wykonaliśmy i jak wykonaliśmy.

entrepreneur-593357_1920-1024x678

Różnice między tymi trzema rodzajami świadczenia pracy są więc następujące:

  1. Prace zdalne są bardziej samodzielne, wymagają kreatywności.
  2. Pracę zdalną dzielimy przede wszystkim na zadania a nie na czas, podczas którego będzie ona wykonywana.
  3. Istnieją trochę inne sposoby monitorowania czasu pracy: zarówno w pracy zdalnej jak stacjonarnej meldujemy się do systemu, ale w pracy stacjonarnej jest to kod wystukiwany przy wejściu do pracy, a w pracy zdalnej logujemy się do systemu ewidencjonowania czasu pracy, a później na swoje stanowisko pracy – i nasza aktywność jest nawet bardziej widoczna dla przełożonego niż w pracy stacjonarnej.
  4. Praca stacjonarna to również bezpośrednie kontakty z klientem, który w określonych godzinach przychodzi załatwić sprawy. Gdy rozmawiamy z klientami, powinniśmy zwracać uwagę na to, jak jesteśmy przez niego odbierani. Liczą się nie tylko umiejętność rozmowy, kompetencje, ale nawet strój pracownika. Nie wolno nam być zbyt luźno ubranymi, bo będziemy postrzegani jako osoby nie znające swojego fachu. Powinniśmy się ubierać jak analitycy a nie gwiazdy czy wojownicy preferujący styl sportowy. Natomiast gdy pracujemy zdalnie, możemy wyglądać, jak chcemy: nawet mieć zielono pomalowane paznokcie, czy tatuaże na odkrytym torsie. Oczywiście też tylko wtedy, gdy nie prowadzimy telekonferencji (czyli gdy jesteśmy dla odbiorcy widoczni).
  5. Praca zdalna wymaga od nas sprawniejszego posługiwania się środkami elektronicznymi. W razie awarii jesteśmy zdani przede wszystkim na siebie, podczas gdy w biurze podejdzie do nas firmowy informatyk i usterki usunie. Informatycy też odpowiadają za ochronę danych osobowych. Gdy pracujemy w domu na własnym komputerze, ochrona danych zależy od nas.
  6. Zaletą home office jest największa możliwość wykazania się kreatywnością, samodzielnością i właśnie tę wolność, gdy nie trzeba się szefowi tłumaczyć, co się w danej minucie robi, bo się najprawdopodobniej jest swoim szefem, często podkreślają właściciele home office. 

W świecie współczesnym istnieje wiele rodzajów świadczenia pracy, a ponieważ ludzie są różni i nie każdy dobrze czuje się na każdym stanowisku, to dobrze, że taka różnorodność istnieje. Bo na rynku pracy jest miejsce zarówno dla energicznego architekta, świetnego informatyka, ale też dla telefonistki, matki maleńkiego dziecka czy osoby z niepełnosprawnościami.